You'll be happy being yourself, even if your environment won't

9:02 PM

 Hello! This is my first post here, so I should probably introduce myself... but actually, the whole post is about me, so let's begin!
 Hej! Publikuję tutaj pierwszy raz, więc wypadałoby się przedstawić... Ale tak się składa, że ten post ma właściwie poruszać temat mnie samej, więc zaczynajmy! 

 Poles have mixed feelings about lgbt+ people. I don't like to identify with any groups and I'm not an activist of any kind... but lately, I started to notice that some people may not like the way you live even if you don't identify as a part of any group (or they categorize homosexuals, paedophiles and islamic (homophobic!) terrorists as the same - I'd suggest seeing a doctor and getting a dictionary to everyone who thinks like that), so I joined Mimi and wrote this post.
 Podejście Polaków do osób lgbt+ jest bardzo różne. Nie lubię się identyfikować z grupami, i nie jestem żadnego typu działaczką... jednak dopiero zaczynam zauważać, że mimo, że można nie chcieć się z nikim utożsamiać, to i tak komuś może przeszkadzać to, jak ktoś chce żyć (albo ew. można się stać ofiarą wrzucania homoseksualistów, pedofilów i islamskich (homofobicznych!) terrorystów do jednego wora - polecam konsultację z lekarzem i słownikiem wszystkim tego typu osobom), dlatego teraz dołączam do Mimi i piszę ten post. 

 I grew up in a really small village, in a stable but with somewhat-rare-interaction kind of relationship with my family. My life was really... average. I didn't feel particularly bad nor very good for the most part. We had just enough money, but not much; I was bullied in school but I also had some friends etc... I think that Poland is a country where social groups differ much by area. This is a brutal generalization, but in the centers of big polish cities, nobody cares if you're gay or a foreigner or whatever - but in really small towns, people give you weird looks if you don't want to huff glue with them (I'm serious - that's what I actually experienced). You can guess that somebody like me didn't really go along very well with the second group. I was introverted and I didn't understand why all these people around me are so different than I am, why does our attitude towards art, the culture and the society differs so much. I was sad when my brother was leaving to his own flat, because he was the only person that was able to understand me in matters like this for a pretty long time. I was thinking, "maybe something's wrong with me", but at the same time I knew that the other kids weren't okay either. And I'm not speaking about some deep artistic struggle to be original, but you can't deny that a person who has to fight every day, seeing their alcoholic father trying to beat up their mom or whatever, will have a very different attitude than someone who had it much easier. Spending time with people from bigger cities and conversing with netizens from other countries made me realize what's the actual problem. They didn't make me realize something even more important, though.
 Wychowałam się w bardzo małej miejscowości, w nieczęstym ale raczej dobrym kontakcie z rodziną. Moje życie było bardzo... średnie. Nie czułam się ani szczególnie źle, ani szczególnie szczęśliwie. Wystarczyło pieniędzy, ale nie było ich dużo; dokuczano mi w szkole, ale miałam też kilku kolegów... I tak dalej. W moim odczuciu Polska jest krajem, gdzie grupy społeczne bardzo mocno się różnią w zależności od miejsca zamieszkania. Drastycznie uogólniając, na "bogatych osiedlach" dużych polskich miast nikt nie zwraca uwagi na gejów czy obcokrajowców - na wsiach zaś ludzie krzywo patrzą, jak nie chcesz wąchać z nimi kleju (poważnie - dokładnie tak wyglądają moje doświadczenia). Można się domyślać, że ktoś taki jak ja nieszczególnie dogadywał się z tymi drugimi. Byłam osobą zamkniętą, nie do końca rozumiejącą dlaczego ci wszyscy ludzie dookoła są tak bardzo inni ode mnie, dlaczego nasze podejście do kultury, sztuki i społeczności tak się różni. Było mi smutno gdy wracał do siebie mój brat, który przez długi czas był jedyną osobą, która mnie pod tym względem rozumiała. Myślałam, że może ze mną jest coś nie tak, ale jednocześnie czułam, że to co oni robią na pewno nie jest całkiem w porządku. Nie chodzi mi o "głębokie artystyczne silenie się na oryginalność", ale nie można zaprzeczyć, że osoba walcząca codziennie z przeciwnościami losu rzędu bronienia mamy przed alkoholicznym ojcem próbującym ją pobić będzie miała inne podejście do sztuki - nawet masowej - niż ktoś wychowany w bardziej sprzyjających warunkach. Obcowanie z ludźmi z dużych miast i kontakt z osobami z innych krajów przez internet uświadomiły mi później w czym rzecz. Nie uświadomiły mi jednak czegoś innego, nawet bardziej ważnego.

 I always felt guilty for anything that was bad and happened around me, even if I knew that some other people aren't exactly good. I was deeply convinced that something's wrong with my look since I remember, especially the face. And I'm not talking about specific insecurities like having a big nose or small eyes, I just really thought that I don't look like a human being for the most part of my life. I had a feeling that a face-disfiguring car crash would actually help me. I used to cry after looking in the mirror; actually I still do, sometimes, but much less often. I hate this feeling, but spending time with people who like me helps me a lot. I used to cover a big part of my face for the most time of my life - with my hand, surgical mask, bandana, whatever. I don't remember posting a photo of my face online, ever. Nobody understood what I was talking about. I thought they were just being nice and everyone sees the problem but doesn't want to tell me. I thought that's why other kids didn't like me, that's why their hobby was to smear my face with flowers knowing I'm allergic to them. It's not like I think it's okay to do such things to people with an ugly face - but I just thought that's the reason behind this, but the real reason was simply the fact that I failed to assimilate, because I was from a different background. My world view and my problems were different than theirs.
 Zawsze obwiniałam się za wszystko, co złe i działo się dookoła mnie, nawet jeśli czułam, że ludzie wokół nie są do końca dobrzy. Odkąd pamiętam byłam głęboko przekonana, że coś jest nie tak z moim wyglądem, szczególnie twarzą. I nie chodzi mi o pojedyncze kompleksy w stylu dużego nosa czy małych oczu, ja po prostu przez całe życie byłam przekonana, że nie wyglądam jak człowiek. Czułam, że wypadek samochodowy zniekształcający mi całkowicie twarz wyszedłby mi na dobre. Zdarzało mi się płakać po spojrzeniu w lustro; właściwie, to nadal mi się zdarza, ale już dużo rzadziej. Nienawidzę tego uczucia, ale obcowanie z ludźmi, którzy nie patrzą na mnie krzywo, bardzo mi pomaga. Przez większość życia zasłaniam możliwie dużą część twarzy, obojętne czym - dłonią, maseczką chirurgiczną pod pretekstem alergii, bandaną. Nie przypominam sobie publikowania zdjęć mojej twarzy kiedykolwiek. Nikt nie rozumiał o co mi chodzi. Myślałam, że po prostu chcą być mili i że każdy widzi problem, ale przecież nie będzie mi go wypominać. Myślałam, że to dlatego inne dzieci mnie nie lubią, że dlatego za hobby wzięły sobie nacieranie mi twarzy kwiatami wiedząc, że jestem na nie uczulona. Nie, żebym uważała, że brzydka twarz to usprawiedliwia - po prostu myślałam, że to jest powodem takiego zachowania, podczas gdy było nim po prostu to, że się nie asymilowałam, bo (w uproszczeniu) byliśmy wychowani w innej klasie społecznej. Miałam inne spojrzenie na świat i inne problemy.

 When I was 16 (in 2009) I met a girl, who was my girlfriend for the next 6 years. I thought it (the looks) doesn't matter anymore, I said "whatever". We were just spending time in our flat, restricting our social life only to ourselves besides for occasional (I'm serious, during these 6 years I visited my mom like 4 times) family meetings and school, from which I used to run out crying for no reason despite being an adult due to my social phobia - not to mention the outbursts of (auto)aggression, by the way. I thought it's ok, "because it's better than it was" - and, well, the relationship with my girlfriend was actually okay. I didn't want to "fix the environment" and I didn't see the problem directly in myself.
 W wieku 16 lat (2009) poznałam dziewczynę, z którą byłam przez następne sześć. Wtedy stwierdziłam, że mam to gdzieś, że wygląd nie ma znaczenia, że "trudno". Siedziałyśmy razem w domu, ograniczając nasze życie socjalne w 100% do siebie, poza okazjonalnym (naprawdę, przez te 6 lat widziałam mamę jakieś 4 razy) spotykaniem się z rodziną i wychodzeniem do szkoły, z której zresztą z powodu narastających lęków i kompleksów zdarzało mi się wybiegać z płaczem bez powodu, nawet będąc już dorosłą osobą, o napadach (auto)agresji nie wspominając. Wydawało mi się, że tak musi być, że jest ok, "bo przecież jest lepiej niż było" - zresztą z dziewczyną faktycznie dogadywałam się dobrze. Nie chciałam naprawiać otoczenia, a nie widziałam błędu bezpośrednio w sobie.

 During 2011/2012 winter I tried putting on feminine clothes, out of curiosity. I put the clothes on, looked in the mirror and... started to cry. That was the moment I realized where the problem is. I realized that I feel I'm a girl, and all these years of struggling with myself had a really simple reason. I didn't know what to do, I thought "no, this can't be, I can't do anything"... Though I was slowly shifting away from my highschool concept of hiding what I think about myself.
 W zimę 2011/2012 właściwie z ciekawości sprawdziłam, jak będę wyglądać w damskich ubraniach. Ubrałam, popatrzyłam i... popłakałam się. Dopiero wtedy zrozumiałam na czym polega mój problem. Dopiero wtedy zrozumiałam, że czuję się dziewczyną, że te wszystkie lata męczenia się z samą sobą wynikały z czegoś bardzo prostego. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, pomyślałam, że przecież nie może tak być, że nic się nie da... Jednak powoli coraz bardziej oddalałam się od mojej licealnej koncepcji tłumienia w sobie tego, co czuję na swój własny temat. 

 And that's how I spent another 4 years: thinking about my own life, looking deep inside myself and analyzing other people's reactions. 2012 was the year I met my first friend and started to think if I REALLY don't need or like any people. Still, the most crucial time was about to come.
 I tak minęły mi kolejne cztery lata: na rozważaniach nad własnym życiem i dogłębnej obserwacji siebie samej i reakcji ludzi na mnie. 2012 był rokiem, w którym poznałam swoją pierwszą przyjaciółkę, i w którym pierwszy raz zaczęłam całkiem poważnie się zastanawiać, czy aby na pewno nie potrzebuję ludzi, i czy aby na pewno niemalże wszyscy mi nie odpowiadają. Jednak mój najbardziej przełomowy okres miał dopiero nadejść. 

 I needed two more years to actually start getting along with people (especially outside the net). I understood that that's it - I don't feel happy partially because I don't have good friends and I convinced myself that I won't have them because I didn't fit in my then-environment (and that one person is enough and a relationship means being in contact 25 hours a day). The dissonance between "my genders" was getting bigger, I was mostly talking to girls, but back then I still felt bad among them, looking like an untidy boy from lower social class, even though none of them has ever expressed anything that'd suggest that it's a problem. I'm interested in alternative fashion, I like to spend time going through the mall and eating ice cream with a friend or whatever, I feel great when we can try the same clothes, I can distinguish BJD's or lolita dress' manufacturers just by looking at them yet I'm not sure about the rules of soccer or how does a car work (which also doesn't help with potentially getting a job, but that's another story). I was always touched by lesbian couples more than by hetero ones (and I'm not talking about the physical aspect); I couldn't really imagine myself in a happy relationship while being a boy. There were still thoughts like "delusional nerd" going through my mind, though. All the friends I made since this time knew that I'm a transsexual, but my old friends didn't. Though it still kinda bugged me that the new ones met me partially as a boy. I don't "feel trans", I don't want to identify as trans, I'm not an lgbt+ activist, I'm not a drag queen, I'm not a big muscular unshaved man that has a feminine clothes fetish and doesn't even care to shave, I don't have masculine face and my body is androgynous. I just feel that I'm a girl. I'm not going to pretend that I'm one of those hard-to-label people - people often tell me that I "act like a girl", I mentioned my categorizable interests and really, even though I don't like to label people, I actually experienced much more acceptance and interest from girls than from boys. And I'm used to online hate - I spent 10 years in front of the PC already. If I don't feel I'm in a physical danger, I feel only disconcerted by wasting my time if someone - especially a random person that's not close to me - tries to "offend" me.
 Dopiero dwa lata później zaczęłam faktycznie próbować bardziej obcować z ludźmi (szczególnie poza internetem). Zrozumiałam, że to jest faktycznie to - że po części nie czuję się szczęśliwa, bo nie mam dobrych znajomych, i dałam sobie wmówić dziesięć lat temu, że nie będę ich mieć, bo do nikogo z mojego ówczesnego otoczenia nie pasowałam (i że wystarczy mi jedna osoba, a znajomości muszą opierać się na kontakcie 25h/dobę). Dysonans między moimi płciami stawał się coraz większy, zadawałam się głównie z dziewczynami, lecz wtedy jeszcze czułam się źle wśród nich, wyglądając jak niezadbany chłopiec z niższej klasy społecznej, mimo, że żadna z nich nigdy nie zasugerowała, że jest to dla nich problematyczne. Interesuję się modą alternatywną, lubię spędzać czas oglądając buty i jedząc lody w centrum handlowym z koleżanką, czuję się świetnie gdy możemy razem przymierzać te same ubrania, umiem rozpoznać producenta lalki BJD czy loliciej sukienki po wyglądzie, a nie jestem pewna co do reguł piłki nożnej i zasad działania samochodu (co też troszkę przeszkodziło mi w zwiększaniu mojego potencjału na rynku pracy, ale to osobny temat). Od zawsze dużo bardziej poruszały mnie związki między parą dziewczyn niż hetero, i wcale nie chodzi mi o ten erotyczny aspekt; nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie w prawdziwie szczęśliwej relacji będąc chłopcem. Jednak w mojej głowie nadal kłębiły się myśli w stylu "nerd żyjący urojeniami". Osoby, które od wtedy poznawałam wiedziały o moim transseksualizmie, jednak te, które poznałam wcześniej, jeszcze nie. Mimo wszystko nie dawało mi spokoju, że poznają mnie oni po części jako chłopca. Nie "czuję się trans", nie chcę się identyfikować jako trans, nie jestem działaczką lgbt+, nie jestem drag queen, nie jestem dużym zarośniętym mężczyzną z fetyszem damskich ubrań któremu nawet nie chciało się golić, nie mam męskiego kształtu twarzy i mam androgyniczną budowę ciała. Czuję się po prostu dziewczyną. Nie będę ukrywać, że jestem jedną z tych osób, które da się zaszufladkować - ludzie często mówią mi, że "zachowuję się jak baba", wspomniałam powyżej o moich dających się skategoryzować zainteresowaniach, i naprawdę, o ile sama nie chcę wrzucać ludzi i zainteresowań do worków, o tyle po prostu z doświadczenia spotkałam się z o wiele większą tolerancją i zainteresowaniem tym co robię ze strony dziewcząt, niż chłopców. I jestem zahartowana jeśli chodzi o hejt - w końcu ostatnie 10 lat spędziłam przed ekranem komputera podłączonego do internetu. Dopóki nie czuję fizycznego zagrożenia, jestem co najwyżej zażenowana zajmowaniem mi czasu, jak ktoś - tym bardziej obcy - próbuje mnie obrazić.

One of them is transgender - do you see which one? (this is not my photo)
Jedna z nich jest transseksualistką - widzicie która? (to nie ja) 

 The actual revolutionary year for me was - or rather, still is - 2015. That's when I started to talk to Mimi - turned out we knew each other for quite some time already, btw. I was following her internet profiles for years, dreaming of friends like that (after I realized I actually want friends), not even thinking about a kind of relationship we have now. And she knew me, too, because I'm a content creator as well, but I'll (probably) post something more later. I can only say that she motivated me to do a comeback, because I left my public persona for a while in a way. Though I wouldn't be where I am now without the rest of my friends as well - for example, that first one who used to motivate me to work on my stuff, or another one, who helped me realize and admit who I really am.
 Zwieńczeniem wszystkich tych prób i doświadczeń był - a właściwie nadal jest - rok 2015. To wtedy zaczęłam rozmawiać z Mimi, z którą niebezpośrednio znałyśmy się już właściwie od dawna. Od lat śledziłam jej poczynania w internetach, marząc, że chciałabym mieć takie koleżanki (jak już zrozumiałam, że w ogóle chcę je mieć), nie śniąc nawet o tak świetnej znajomości, jaką mamy teraz. Ona też mnie śledziła, ponieważ ja też jestem osobą, która coś tworzy w internecie, ale o tym prawdopodobnie innym razem. Na ten moment wspomnę tylko, że to ona zmotywowała mnie, żeby "wrócić", bo po części to porzuciłam. Chociaż nie byłabym tu, gdzie jestem, gdyby nie reszta przyjaciół, włącznie z tą pierwszą, która wcześniej często motywowała mnie mniej lub bardziej bezpośrednio do tworzenia, czy tym, przy którym pierwszy raz zrozumiałam i przyznałam, co czuję na swój temat.

 "didn't make me realize something even more important" - didn't make me realize that not being yourself does not have to equal actively agreeing to everything the society thinks and does. It's not like I feel that I look good right now... But at least I try to look how I want, and people don't run away from me. Actually, they used to run away when I was an untidy, sad guy in old, dirty clothes. I was a hipster nerd, because that was still "easier" than being an alternative trans-girl, because it didn't require to do anything. I have (had?) problems publicly admitting that I'm a transsexual (because, as mentioned, I don't want to be identified with particular groups), but on the other hand, why would I care about people who base their totalitarian prejudices upon unsolicited looking into adult people's underwear?
 "Nie uświadomiły mi jednak czegoś innego" - tego, że niebycie sobą wcale nie musi wiązać się z aktywnym przytakiwaniem społeczności. To nie tak, że teraz czuję, że wyglądam dobrze... Ale przynajmniej staram się wyglądać jak chcę, i ludzie ode mnie nie uciekają. W sumie, to uciekali nawet bardziej, jak byłam niezadbanym, nieszczęśliwym chłopcem w brudnych ubraniach. Byłam hipsterskim nerdem, bo tak było mimo wszystko "prościej", niż być alternatywną trans-dziewczynką, bo to nie wymagało kiwnięcia palcem. Z jednej strony mam (miałam?) opory przed publicznym przyznawaniem się, że jestem trans (właśnie z powodu mojego braku chęci na identyfikowanie się z pewnymi grupami), ale z drugiej strony dlaczego miałoby mi zależeć na osobach bazujących swoje totalitarne uprzedzenia o niezamówione zaglądanie dorosłym ludziom w majtki? 

 The way I care about the looks may seem superficial - and maybe that's true; despite everything I feel like I'm a simple person. I don't rely on how do people look, but I still feel bad when I look like a living depression with a bit of hoarding involved - especially if I forget about that for a moment, happily minding my own business, only to bring myself down to earth by looking at my reflection in the mall window. And, well, even though I don't want to change for the society, I don't want to make the first impression with the way I used to look.
 To przywiązywanie wagi do wyglądu może wydawać się powierzchowne, i może i tak jest - mimo wszystko czuję się prostym człowiekiem. Nie uzależniam moich sądów od tego, jak ktoś wygląda, ale mimo wszystko czuję się źle, gdy wyglądam jak chodząca depresja przyprawiona zbieractwem - szczególnie, jeśli na moment o tym zapomnę, szczęśliwie zaabsorbowana jakąś przyjemną aktywnością, po czym sprowadzę się na ziemię przypadkowo ujrzawszy swoje odbicie w witrynie galerii handlowej. No i mimo, że nie chcę się zmieniać dla społeczności, to sama po prostu czuję, że wywoływanie pierwszego wrażenia takim wyglądem, jaki nade mną ciążył, nie jest czymś, czego chcę.

 This post was supposed to be different... It was supposed to be shorter and more about the way I feel now - but I'm just starting this part, and I'll probably finish soon. Anyways, I actually started making friends this year, partially thanks to Mimi. The difference is really big, I'm relatively happy, I told my family about everything and the rest of my old friends. Decided to start HRT. This year, I went outside in a feminine outfit for the first time, went to a party for the first time, drank alcohol, went to a restaurant less vulgar than McD... and I don't rely on just one person anymore. We had to end the relationship, probably for an obvious reason, but we both believe that it'll be better this way. Paradoxically I feel more confident. Even though I'm still a bit paranoid, even though I'm not after HRT yet, and Poland isn't the most tolerant country. I'm serious - I used to take pepper spray with me everywhere, even if I just went to buy some bread. I'll probably repeat myself, but reading this blog also helped me a bit. I still live for myself, but to feel completely good I need other people, and I really hope that I can give at least this much in return as well. I still need a moment to comprehend that I'm not alone only because nobody has the time to talk to me at a given moment, but I'm getting better. I feel good among my friends, even if it still sometimes looks like I'm afraid. Thank you.
 Cały ten post miał wyglądać inaczej... Miał być krótszy i opowiadać o tym, jak czuję się teraz, tymczasem dopiero do tego przechodzę, i pewnie będę już kończyć. W każdym razie, dopiero w tym roku poznałam więcej znajomych, właściwie to w dużym stopniu też dzięki Martynie, ale znajomości rozwijały się same. Różnica jest ogromna, czuję się względnie szczęśliwa, powiedziałam o wszystkim rodzinie i pozostałym znajomym. Podjęłam decyzję o terapii hormonalnej. W tym roku pierwszy raz wyszłam w damskich ubraniach na zewnątrz, pierwszy raz wyszłam na imprezę, piłam alkohol, pierwszy raz wyszłam do restauracji mniej wulgarnej niż tani kebs czy inny McD... Nie opieram też już całego mojego życia o jedną osobę. Musiałyśmy z siebie z prawdopodobnie oczywistych powodów zrezygnować, ale obydwie wierzymy, że tak będzie lepiej. Paradoksalnie czuję się bardziej pewna siebie. Mimo, że teoretycznie nadal jestem paranoiczką, że jeszcze nie jestem po terapii hormonalnej, że Polska nie jest szczególnie tolerancyjnym krajem. Poważnie - do niedawna chodziłam do Biedronki po chleb z gazem pieprzowym w kieszeni. Prawdopodobnie powtórzę się, ale także czytanie postów Mimi pomogło mi i dało do myślenia. Nadal żyję dla siebie, ale żebym czuła się całkowicie dobrze potrzebuję innych, i mam ogromną nadzieję, że jestem w stanie dać przynajmniej tyle samo w zamian. Potrzebuję jeszcze chwili, żeby całkowicie zrozumieć, że to, że w danym momencie z nikim nie rozmawiam nie oznacza, że jestem całkiem sama, ale jestem na dobrej drodze. Czuję się dobrze wsród moich przyjaciół, nawet jeśli nadal wydaje się, że czasami się boję. Dziękuję Wam wszystkim. 

 Check out this post by Mimi if you didn't read it already:
http://www.himemimi.com/2015/08/nie-zapominaj-o-tym-kim-jestes.html
 Polecam też lekturę tych trzech postów autorstwa Mimi, jeśli jeszcze ich nie czytaliście: 
http://www.himemimi.com/2015/07/krytyka-konczy-sie-tam-gdzie-zaczyna.html
http://www.himemimi.com/2015/08/nie-zapominaj-o-tym-kim-jestes.html
http://www.himemimi.com/2013/05/moja-maa-tajemnica.html

 PS The one on the right.
 PS Ta po prawej.
 PPS z racji tego, że to moja pierwsza notka tutaj, odniosę się jeszcze do kwestii języków: moje kilkuletnie doświadczenie w obcowaniu z Amerykanami nie pozwala mi brać na poważnie docinek i prób korekty języka angielskiego na tym blogu przez osoby, które są tak bardzo w tyle z jakimikolwiek podstawami, że mają problemy ze zrozumieniem, że frazeologizmy, interpunkcja czy kapitalizacja zaimków różnią się między językami. Poprawienie i opisanie błędu w momencie gdy masz pewność, że został popełniony jest w porządku (chociaż natywni i tak nie zwróciliby uwagi, bo są przyzwyczajeni bo dużo osób uczy się angielskiego jako drugiego języka) - napisanie "weś lepiej nie pisz po anglosasku bo sie kompromisujesz ;/" już nie jest. Szczególnie, jeśli nie ma się wglądu do blogowych statystyk mówiących jednoznacznie o proporcjach osób nieznających-kontra-znających język polski. No i nie zwróci się uwagi na to, że chyba jeszcze nigdy nikt z tych pierwszych nie narzekał na język tego bloga.
 PPPS nie chciałam, żeby moje użycie wyrażeń "nerd" czy "niższa klasa społeczna" zabrzmiało pejoratywnie - po prostu wydaje mi się, że są odpowiednio nacechowane, i przekazują o co mi chodziło. 
 PPPPS dzięki, mam problem z odpowiadaniem na komentarze, ale faktycznie nie powinno się pisać kropki po skrótach, które nie są skróceniem całego wyrazu, ew. mogłabym prawdopodobnie napisać "P. S." 

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Hej, rzadko zaglądam na tego bloga a jeszcze rzadziej komentuje. Ale tym razem jakos czuje ze muszę?
    Gratuluje odwagi. Na zmiany, na przyznanie sie ludzią jak sie czujesz, za ten post. Jesteś niesamowicie odważna.
    Przyznam ze byłam w szoku. Nie tego sie spodziewałam. Raczej kolejnego postu typu cześć jestem X lubie to i to. I zapewne jestem śliczna jak inne autorki tego bloga. A tu niespodzianka. Opis Twojej historii jest taki prosty, Mam wrażenie ze mimo ze możesz mieć wiele powodów do narzekania nie robisz tego. Akceptujesz to co było i strasz się być lepsza, byc bardziej sobą. Przynajmniej ja ma takie wrażenie po przeczytaniu Twojej historii.
    Przykro mi ze spotkało Cię tyle złego. I ciesze się zę znalazłaś przyjaciół. Ludzi którzy akceptują Cie taka jaka jesteś. Zasługujesz na to.
    Nie wiem co powiedzieć. Ten komentarz ma wyrażać moje wsparcie i podziw ale jestem kiepska w w wyrażeniu tego co czuje.
    W każdym razie. Tak trzymaj. Wydajesz sie być interesującą osobą. Licze że inne ciekawe posty w Twoim wykonaniu.
    E

    ReplyDelete
  2. Ale moge napisać, że po PS nie stawia się kropki? ;__;

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki, odpisałam w poście bo miałam problemy z dodawaniem komentarzy, ale już naprawiłam!

      Delete
  3. Ten blog jest trochę depresyjny. Wydaje mi się, że 3/4 postów jest poświęcona na opisywaniu życia odrzuconych osób, o tym, że ktoś czuje się źle itp. Może lepiej byłoby skupić się na pozytywnych aspektach życia osób, które tu piszą?
    Nie chcę być zaraz dojechana prze komentarze "nie podoba się to nie czytaj" itp. bo nie o to tutaj chodzi, ale jedyne o co mogę prosić to spokojne przeanalizowanine treści bloga, czy aby nie mam racji. Jeśli taki jest zamysł bloga, przepraszam. Wtedy poproszę o komentarz "Tak ma być" i tyle. Nie chcę wzbudzać negatywnych emocji i tworzyć bezsensownej dyskusji. Wyrażam swoją subiektywną opinię jako czytelnik co ja bym chciała czytać na tym blogu, moja wypowiedź nie ma na celu urażenia nikogo. Pozdrawiam. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rozumiem, co chcesz powiedzieć, ale nie do końca to chciałam przekazać swoim postem - ja się teraz naprawdę czuję dużo lepiej, niż wcześniej! Chciałam tylko opowiedzieć, że warto jest żyć w zgodzie ze sobą. Co do samego komentarza, nie przejmuj się; po to jest możliwość komentowania, żeby się wypowiadać. A co do zamysłu bloga, nie mnie oceniać, więc pozostawię to ew. do skomentowania Mimi

      Delete
  4. Czy ja jestem ślepa, czy serio nie ma podpisu autorki tego posta? Chciałam Ci powiedzieć, że podziwiam odwagę, ale dziwnie mi się zwracać bezimiennie (jestem na telefonie, czy przez to mogę nie widzieć?)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pod spodem nad regułką ("I'm Martyna...") powinna pojawiać się moja nazwa użytkownika (Maria). Ja ją nadal widzę, więc może to faktycznie wina przeglądania z telefonu. I dziękuję! <3

      Delete